czwartek, 22 sierpnia 2013

LILKA I PUSZEK



Z rzekami, za dolinami, za drzewami żył sobie królik i papuga. Królik miał na imię Puszek, był cały szary i był zwariowany i szalony. Uwielbiał polować na marchewki w ogródku pewnej małej dziewczynki, która mieszkała sama. Dziewczynka ta miała papugę o imieniu Lilka. Tak się złożyło, że Lilka i Puszek spotkali się pewnego razu w ogródku. Lilka siedziała sobie na słoneczniku i wcinała ziarenka, gdy nagle zobaczyła królika.
- Jak Ci na imię? Zawołała gubiąc jednocześnie ziarenko.
Królik wystraszył się i już chciał uciekać, jednak papuga go zatrzymała.
- Nie uciekaj, popatrz w górę, siedzę na słoneczniku.
Królik przyglądał się uważnie i z lekkim strachem odpowiedział.
- Ja jestem Puszek.
- Co porabiasz w ogródku mojej Luny?
- Kogo? Zapytał Puszek.
- Luna to moja pani. Mieszkamy sobie tu razem, a Luna prowadzi ten przepiękny ogródek. Specjalnie dla mnie zasadziła te piękne słoneczniki. Gdy sadziła marchewkę po cichu liczyła , że przyjdzie po nią jakiś królik i tym samym zrobi mu przyjemność. Moja Luna bardzo lubi zwierzątka.
Królik zdziwiony zapytał:- I nie uciekasz od niej?
- Po co? Mam tu bajkowo. Luna nie trzyma mnie w klatce a wieczorem robi mi herbatkę i wypijamy sobie ją wspólnie. A może Ty odwiedzisz nas wieczorem?
- Trochę się obawiam spotkania z człowiekiem, jednak zaryzykuję.
- Więc do zobaczenia wieczorem.
Papuga nie mogła się już doczekać wieczornego spotkania.
Jednak przyjście Puszka stanęło pod znakiem zapytania. Gdy tylko wrócił do lasu, aby podzielić się tą wiadomością z przyjaciółką sarenką Kropeczką, wpadł wprost do zastawionej przez myśliwego pułapki. Zrozpaczony zaczął krzyczeć na cały głos. Las zaczął echem powtarzać jego skowyt. Na szczęście Kropeczka była całkiem blisko. Przybiegła do niego czym prędzej.
- Co się stało? Zapytała przerażona, tym co zobaczyła.
- Uwolnij mnie jak najszybciej zanim przyjdzie myśliwy i przerobi mnie na pasztet.
Dobrze, że Kropeczka potrafiła otwierać pułapki myśliwego. Uwolniła Puszka i schowali się w gęstwinie.
- No dobra. To teraz mi wszystko opowiedz.
- Byłem dziś u Luny i spotkałem Lilkę, mam dziś przyjść do nich na herbatkę.
-Czekaj moment, kto to jest Luna i Lilka?
- Widziałaś ten domek na skraju polanki?
Tam mieszka papuga Lilka ze swoją panią Luną
Zaprzyjaźniłem się z papugą a ona zaproponowała mi wspólną wieczorną herbatkę.
- Hej. A wiesz, że masz się trzymać z daleka od ludzi? Chcesz zostać zamknięty w klatce?
- Nie! Oburzył się Puszek.
Luna trzyma swoją papugę na wolności. Sam dziś widziałem jak  w ogródku jadła sobie słonecznik i powiedziała mi, że marchewkę Luna zasadziła specjalnie dla mnie. Jest opiekuńcza i bardzo kocha zwierzęta.
Na całe szczęście, że uwolniłaś mnie, bo inaczej nie dotarłbym na czas.
- A może wybierzesz się tam ze mną?
- Ja chyba podziękuję- powiedziała Kropeczka.
- Wiesz co?, zanieś mnie tam na grzbiecie, a jak się boisz, to ukryjesz się za słonecznikami i sama zdecydujesz.
Poszli wieczorem do Luny, a tam Lilka siedziała na ramieniu i piły sobie herbatkę. Puszek zawołał, że już jest, tylko trochę się boi. Poznał przecież papugę, ale jeszcze nie poznał Luny.
Dziewczynka nalała dla niego filiżankę herbatki malinowej, czym zupełnie go zaskoczyła.
Kropeczka nie mogąc uwierzyć w to co widzi, zupełnie przez przypadek podeszła bliżej. Cała trójka bardzo się ucieszyła na widok Kropeczki. Puszek przedstawił swoją przyjaciółkę.
Od tego dnia codziennie wieczorem spotykali się przy filiżance herbatki. Lilka jadła swój ulubiony słonecznik i dla wszystkich były jakieś przysmaki w ogródku. Zdarzyło się nawet, że Puszek i Kropeczka tak się zasiedzieli, że zostawali na noc u dziewczynki, bo od pięknych opowieści dziewczynki po prostu zasypiali.
Byli najlepszymi przyjaciółmi i nie mogli sobie wyobrazić, że mogłoby być inaczej.

wtorek, 6 sierpnia 2013



MAGICZNY DOM W KRAINIE STRACHU


Pewnego razu w dziwnej krainie żyła sobie Księżniczka Leonarda, która mieszkała w czarodziejskim domu. Dom, bo o nim głównie będzie tu mowa miał nietypowe meble, fioletowo czerwone paski na ścianach. W lodówce było jedzenie, które samo się przygotowywało, a czasem nawet samo zjadło. Było jeszcze kilka dziwnych sprzętów z nietypowymi funkcjami o których sama księżniczka nawet nie wiedziała. Pewnego dnia Leonarda odkryła, że dom potrafi przenosić się w czasie. Do tej pory jakoś tego nie zauważyła, gdyż niezmiernie rzadko bywała do południa w domu. Dom cofał się w czasie zawsze o 5 lat. Pewnej niedzieli, gdy księżniczka Leonarda jadła śniadanie ze swoim kotem, dom cofnął się w czasie i ku swojemu przerażeniu odkrył, że otacza go wszystko co straszne. Straszna była burza , straszne były kwiaty i drzewa, straszne potworki i domy. Magiczny dom wystraszył się, że coś złego może się przytrafić jego właścicielce. Niestety nie mógł nic zrobić przez najbliższą godzinę, ponieważ dopiero po tym czasie wracał do swojego bezpiecznego kącika na skraju lasu nieopodal strumyka.
W domu zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Jedzenie przestało się przygotowywać zaczęły trzaskać drzwi i okna a dach zaczął się unosić. Gdy dach niemal poszybował w górę i zawisł nad domem do środka zaczęły zaglądać pobliskie drzewa. Magiczny dom zawołał księżniczkę, która była tak zaskoczona tym faktem, że omal nie zemdlała. Jednak szybko zebrała się w sobie i zaczęli wspólnie obmyślać plan ratunkowy. Gdy zastanawiali się co zrobić, odkurzacz zaczął wciągać wszystkie ich plany. Jednakże nie zdążył pokrzyżować im wszystkiego. Oboje przypomnieli sobie o podziemnych korytarzach ozdobionych kryształkami w różnych kolorach. Dom powiedział księżniczce, aby tam się ukryła, a sam wywołał magiczny garnek z którego wyleciały magiczne zaklęcia. Magiczne zaklęcia spowodowały, że straszne miejsce przemieniło się w piękną krainę. Inne zaklęcia zmieniły się w dobre wróżki, które pomalowały wszystko w około i nagle drzewa zakwitły. Bardzo im się to spodobało i wycofały swoje
ogromne konary z domu. Księżniczka Leonarda mogła wyjść z podziemia i rozesłał wokół mnóstwo buziaków. Dom dosypał do buziaków odrobinkę magii co spowodowało uwolnienie Księcia, który jak się okazało od bardzo dawna uwięziony był w krainie strachu. Leonarda zaprosiła księcia do siebie a Dompowrócił do swoich czasów. Księżniczka  i książę zakochali się w sobie i od tego dnia pichcili razem przepyszne dania, które często rozdawali napotkanym wróżkom.


KONIEC.



poniedziałek, 18 marca 2013

Smutna Dziewczynka

Dziś znów mamy wierszyk dla Was.

Smutna Dziewczynka!!!



W chatce maleńkiej za lasem,
w znanym kurorcie Łebie,  
siedzi przy oknie dziewczynka,
spogląda smutnie przed siebie.


Czasem łzę wytrze spod oka,
nosek wydmucha w chusteczkę.
Rozmawia sobie z ptakami
i składa małą łódeczkę.

Wszyscy już pewnie pytacie
co smucić tej pannie się karze?
Bo ona ma bakcyl po tacie
i marzy by być marynarzem!!!

Co w domu tę trzyma osobę,
by śpiewu słuchała ptasiego?
Na morską cierpi chorobę
na którą nie ma mocnego.

Niekiedy pójdzie na molo,
nakarmi mewy i kaczki.
Potem rozmawia z falami,
by w świat delikatnie ją gnały.

Wie, że kiedyś ją tatuś
na morze z sobą zabierze,
a fale lekko poniosą
na nowe nieznane wybrzeże.

niedziela, 17 lutego 2013

KSIĘŻNICZKA NA JEDNEJ NODZE



 Dawno, dawno temu żyła sobie pewna królewna, która nie miała jednej
 nogi. W ogóle się tego nie wstydziła. Była bardzo dzielna i
 wysportowana. Jeździła na wyprawy i na swoim wiernym rumaku pokonywała
 najdziksze knieje. Szukała zwierząt, które wpadły w pułapki i
 uwalniała je. Wszystkie zwierzęta w lesie znały ją już i kochały.
 Królewna opiekowała się też poddanymi Królestwa, uczyła dzieci języka
 angielskiego i matematyki a ich mamom pomagała robić piękne korale i
 korony. Poza tym miała dyżury w państwowej gospodzie, gdzie robiła
 pyszne kanapki z ogórkiem dla skrzatów, krasnali i wróżek, które
 mieszkały w Wielkim Lesie.
 A gdy nadchodziła sobota ubierała piękne balowe suknie wyszywane
 perłami i brylantami i szła na wspaniałe bale, które urządzał jej
 ojciec król. Umiała pięknie tańczyć a najbardziej lubiła walca. Każdy
 rycerz chciał tylko z nią tańczyć, bo była lekka i zwinna jak żadna
 inna panna.
 Szczęśliwie i wesoło mijały dni królewny, aż nadszedł dzień, gdy jej
 ojciec król, postanowił wydać ją za mąż. Ogłosił w całym Państwie iż
 oczekuje się na dzielnych młodzieńców, którzy gotowi są stanąć w
 konkury o rękę królewny. Natychmiast do zamku nadjechali dzielni
 rycerze, młodzi i starzy, piękni i brzydcy, mądrzy i głupi, bogaci i
 biedni, rudzi i łysi, a wszyscy byli bardzo odważni i honorowi. Król
 nakazał królewnie posłuchać głosu serca i wybrać męża dla siebie.
 Urządził wielki bal, na którym królewna miała poznać wszystkich 
 i zdecydować, którego wybierze na męża.
 Nadszedł dzień balu.
 W wielkiej sali balowej zaświecono wspaniałe, kryształowe żyrandole,
 ustawiono wielkie wazy z owocami i czekoladą, zebrano nadworną
 orkiestrę, a z chwilą, gdy szambelan uderzył w gong, na parkiecie
 zaroiło się od wystrojonych w jedwabie, złotogłowia i klejnoty
 szlachciców i rycerzy.
 Król dał znak i orkiestra zaczęła grać. Na to do sali weszła królewna
 w ślicznej, szkarłatnej sukni i złotym pantofelku. Panowie rozstąpili
 się i królewna przeszła pomiędzy nimi i stanęła na środku sali.
 Rozejrzała się dookoła a panowie nisko jej się kłaniali.
 Wtem Lord deŻabą chwycił za szpadę i zaczął wywijać nią młynki, chcąc
 zaimponować królewnie. Nagle tak się zamachnął, że zawadził o hrabiego
 deFlegmą a ten zachwiał się i runął jak długi na markiza deBulbą.
 Markiz zupełnie się tego nie spodziewał, zaczepił ostrogami o płaszcz
 lorda deŻabą  i wszyscy na dłudzy rozciągnęli się na ziemi.
 Królewna, gdy to zobaczyła, złapała się za brzuch i ryknęła wesołym
 śmiechem. Śmiała się i śmiała i nie mogła przestać, a ci trzej leżeli
 na parkiecie i wywijali nogami w powietrzu.
 Wreszcie królewna przestała się śmiać, klasnęła w ręce i ogłosiła:
 -- Moi dzielni i wspaniali poddani. To cudowne że tak licznie tu
 przybyliście. Mój tata, a wasz król, każdego z was wynagrodzi za to
 złotym medalem. Dziś wieczorem możecie bawić na dworze a każdy z was
 może tańczyć z moimi paniami dworu oraz jeść owoce i czekoladę. Jutro
 zaś zapraszam was na wesele, ponieważ mam już narzeczonego, którego
 kocham i jutro wychodzę za niego za mąż. Jest to Jasio, kucharz 
 z państwowej gospody, który gotuje skrzatom, krasnalom i wróżkom kompot
 z malin.

 Dzielni wojowie, którzy tak licznie się tu zebrali, z trudem ukrywali
 rozczarowanie, ale uradowała ich myśli o złotym, królewskim medalu.
 Rozległy się więc gromkie brawa i okrzyki:
 -- niech żyje królewna, niech żyje Jasio, niech żyje król!!!

 A nazajutrz odbyło się huczne wesele, król pobłogosławił młodych,
 którzy zaraz potem wyruszyli na miesiąc miodowy do Wielkiego Lasu.
 Potem żyli długo i szczęśliwie, mieli pięcioro dzieci i wszyscy razem
 pomagali zwierzętom, dzieciom, skrzatom, krasnalom i wróżkom.

 KONIEC

piątek, 15 lutego 2013

KRÓLEWNA KONSTANCJA



Daleko, daleko i kiedyś tam, w odległej krainie  żyła sobie prześliczna królewna Konstancja. Każdy chłopak, nieważne czy książę czy nie, kochał się w niej dokładnie tak samo.
Pewnego dnia do zamku, w którym mieszkała Konstancja, przybył prześliczny książę imieniem Konstancjusz.  Królewna nieco się zdziwiła, zaś jej matka zaprosiła księcia do zamku. Książę był tak oczarowany królewną, że nie mógł wydusić z siebie słowa.
W końcu powiedział:

- Królewno jesteś piękna jak kwiat.

Te słowa zabrzmiały jakoś dziwnie. Szczerze i były przepełnione miłością.
Gdy wypowiedział te słowa, nagle jak z podziemi zjawiła się Wróżka ZŁA.  Czym prędzej porwała królewnę, od spojrzenia pięknego księcia, i odfrunęły na miotle w nieznane krainy. 
Rozpacz ogarnęła mieszkańców zamku i całego niewielkiego królestwa. Najdzielniejsi rycerze zostali wysłani przez króla na poszukiwania.

Tymczasem królewna razem z Wróżką ZŁA dotarły do wielkiej góry. Wróżka ZŁA zamknęła królewnę w górskiej jaskini, w której czaił się tylko mrok. Królewna bała się i płakała. Czekała, na przybycie księcia i uwolnienie. Jednak ta bajka nie chciała być taka piękna. Czas mijał a królewna coraz bardziej traciła nadzieję.

W tym samym czasie Konstancjusz obwiniając siebie za porwanie niewinnej Konstancji wyruszył na jej poszukiwania. Nie było to łatwe. Nie wiedział nawet dokąd ma iść. Podążając za głosem serca szedł przed siebie i wiedział, że idzie tam gdzie trzeba. Noc zmieniała się w dzień, a dzień w noc, kolejną i kolejną. Nie wiedział już, ile dni tak wędruje. Pewnej nocy nadleciała sowa. Królewicz najpierw się przestraszył, lecz 
w  chwilę później, rozmawiał już z nią. Okazało się, że sowa nieco nie dosłyszy, co nie przeszkadzało jej zachować „sokoli” wzrok.

Konstancjusz zapytał:
- czy nie widziałaś może przelatującej na miotle wróżki i królewny?
Sowa głęboko się zamyśliła.
Przypomniała sobie, że poprzedniego wieczora widziała lecącą miotłę a na niej jakieś dwie postaci. Zniknęły za siódmą górą. I sowa odleciała – uchu- uchu- uchu.

Długa podróż czekała jeszcze księcia. Zmęczenie dało znać o sobie i książę zasnął 
w samym środku lasu. Śnił tylko o Konstancji i o słowach które wywołały Wróżkę ZŁA. 
Królewno jesteś piękna jak kwiat. W tym momencie nagły hałas obudził księcia. Okazało się, że skrzydlaty jednorożec stał przed nim i czekał, aby mu pomóc w poszukiwaniach. Konstancjusz ucieszył się i szybko wsiadł na jednorożca. Cudowny koń dokładnie wiedział, gdzie ukryta jest królewna. Zabrał księcia czym prędzej do jaskini. Konstancjusz mocno się zdziwił i nie wiedział dokładnie czego ma szukać, gdyż góra w każdym miejscu wyglądała dokładnie tak samo. Usiadł cicho pod skałą i sam zaczął płakać. Przebył tyle drogi, i teraz siedzi w nieznanym mu miejscu i zupełnie nie wie co ma robić. 
W tym momencie stado nietoperzy wyleciało ze szczeliny w skale. Książę szybko się pozbierał i zaczął poszukiwać jaskini z której wyleciały nietoperze. Znalazł tam mały kolczyk królewny. Nadzieja przepełniła jego serce, że królewna naprawdę tu jest. Sowa 
z którą rozmawiał dzień wcześniej nagle zjawiła się, aby mu pomóc.
Skoro już wiesz, że królewna tu jest mogę Ci pomóc. Wypowiedziała słowa, które napełniły trwogą Konstancjusza, który zaczął się rozglądać za Wróżką ZŁA.

-jesteś piękna jak kwiat- powiedziała sowa.

W tym momencie wstał świt. Wszystko rozbłysło niesamowitym blaskiem, a góra po prostu otworzyła się. U wejścia do jaskini stanęła Konstancja. Usiedli na pięknego jednorożca
i szczęśliwie wrócili do zamku. Radość wielka ogarnęła króla i królową, którzy natychmiast zarządzili wesele. I jakby nie było żyli długo i szczęśliwie.


KONIEC

piątek, 5 października 2012

BOHATER W CYRKU




         Dawno, dawno temu była sobie babcia. Była bardzo dobra i miała grzecznego psa. Miała brązowe włosy i nosiła zawsze różowe spinki w czachy.
Pojechała babcia razu pewnego ze swym psem do cyrku. Był on duży, kolorowy i zachwycił szczególnie psa, bo babcia już nie raz… cyrki widziała. Pies (co w tym miejscu historii wydaje się być oczywiste) zapragnął być cyrkowcem.
Wymyślił, więc, że będzie jeździł na rolce z papieru, która będzie się magicznie rozwijała i zwijała w trakcie pokazu. I wtedy roztoczyły się przed nim piękne wizje, że będzie znany, że będzie jadł ze złotej miski przybranej w fioletowe szlachetne kamienie.
W jego głowie zaroiło się od mnóstwa spinek w różnych kolorach, jakie będzie kupował babci, gdy już będzie znany i bogaty.  Jednakże w tym momencie na arenę cyrku wbiegły przepiękne śnieżnobiałe pudle. Były.....
                            Były….
Były po prostu cudowne.

Pies posmutniał. Pomyślał, sobie, że jak on, szary kundel może zachwycić kogokolwiek.
Babcia widząc jego smutek, podrapała go za uchem i powiedziała mu, że dla niej to On jest najwspanialszy.
I wtedy stało się coś, czego chyba nikt się nie spodziewał. Jedna pudelka w trakcie akrobacji, potknęła się na swojej łapie, zrobiła kilka koziołków i wpadła wprost do beczki z szarą mazią, (która była wykorzystywana przez klowna w kolejnym pokazie).
Pudelka zaczęła strasznie krzyczeć, szczekać i skomleć z rozpaczy. Była przerażona, że nie jest już piękna, a na dodatek, wszyscy ludzie na widowni zaczęli się śmiać.
Wtedy Pies poprosił Babcię o jedną z jej spinek i pobiegł szybko na ratunek pudelce.
Wyciągnął ją z beczki, otrzepał z szarej mazi, łapą uczesał jej pudlą fryzurę i przypiął różową spinkę z czachą.
Nagle zaległa cisza wśród publiczności. Po chwili zaś, ktoś zawołał:- BRAWO DLA TEGO PSA!!!!!! – VIVAT KUNDEL!!!!!!!
Babcia była dumna, że ma w domu takiego bohatera.
Muzyka zaczęła grać, a pudelka zabrała PSA na środek areny. Ukłonili się. Razem zatańczył SZARY PIES z SZARĄ PUDELKĄ.
         W końcu szary pies poczuł się jak bohater i doszedł do wniosku, że szarak też dużo może.



A dziś po naszemu, może będzie trochę łatwiej.
Pozdrawiamy.

czwartek, 4 października 2012

...



A oto ilustracja do poniższej bajki. Naszym zdaniem jest super, jednak autorka Ania stwierdziła, że musi zmienić technikę. A co Wy o tym sądzicie??






piątek, 28 września 2012

A circus Hero



Once upon a time there lived an old lady. She was  very nice and she had a very obedient dog. She had brown hair and always wore pink hair clips with skulls on them.
One day, our grandma went with her Dog to the circus. It was a big, colorful circus it took a breath away, especially of the dog, because Grandma saw…the circus many times. The Dog (what in this moment of the story seems obvious) yearned to become a circus dog.
He decided he would be balancing on a toilet paper roll which was to unwind and wind magically during his show. And only then, the Dog envisioned himself being famous, eating from the golden bowl with violet jewels.
There were numerous images of hair clips in different colours in his head which he would buy for Grandma once being famous. And in that moment gorgeous snow-white puddles ran onto the arena. They were….
They were….
…were just gorgeous.
The Dog got sad. He thought in what way he, the grey mongrel, could possibly entertain anyone.
The moment Grandma saw his sadness, she scratched him behind his ear and told him that he is the most wonderful dog for her.
And then something happened that nobody expected. During the show, one of the puddles tripped over her paw, did few somersaults and fell straight into the barrel with grey goo. (The grey goo  was usually used by a clown in the next show).
The puddle started screaming loudly, she barked and whimpered with despair. She was terrified she wasn’t beautiful anymore, and what’s more, all people in the audience started laughing.
In that moment, the Dog asked Grandma for one of her hair clips and run to help and save the puddle. He took her out of the barrel, brushed the grey goo off the puddle, combed her hair with his paw and pin it with the pink clip with a skull.
And all of a sudden, there was silence among the audience. After few seconds someone called: BRAVO TO THIS DOG. BRAVO MONGREL!!!!
Grandma was very proud she had such a hero under her roof. The music started playing, and the puddle took the Dog onto the middle of the arena. They bowed. The grey Dog danced together with the grey puddle.
At last the grey Dog felt as a hero and realized that a grey dog could do a lot.

SAMOLUB




- Nie bądź samolub.
- Dziel się kredkami.
- Nie chowaj tego, co masz przed nami.
- Siostrze natychmiast daj pół cukierka.
- Ustąp młodszemu, to jego bierka!
- Nie myśl o sobie….
- Podziel się z nami…


A ja chciałbym tak pięć minut, żeby wszystko było moje.
Moje kredki i cukierek.
Mój pokoik i rowerek,
Bierki, gierki, ale co to?

Pusto jakoś, smutno jakoś…..

Cóż mi z kredek, gdy na dworze
Dzieci siedzą na jaworze.
Grają w bierki…
Smacznie jedzą swe cukierki.
A ja sam tu sobie siedzę
I rysuję na papierze jakiś bazgroł
- bo mi smutno.


SAMOLUB, SAMOLUB, SAMOLUB

Mamo, kupisz mi cukierki?
Dam dwa Tobie no i tacie
Także siostrze na etacie.
Potem pójdę też do dzieci
I podzielę się kredkami
Bo samemu smutno siedzieć
Dużo bardziej wolę z Wami.

czwartek, 30 sierpnia 2012

KAPELUSZE




Apeluję do Was dzieci
noście czapki i kaszkiety.
Czapki zimą chronią uszy,
kiedy mroźno i śnieg prószy.

Latem zaś, gdy słońce praży
świetnie leży się na plaży,
a kapelusz z rondem dużym
słomą chroni kuracjuszy.

Czapka z daszkiem- bejsbolówka.
Gdyś magikiem- weź cylinder.
Toczek jeźdźców głowę chroni.
Kask na rower i na narty lub gdy idziesz na gokarty.

A gdy malujecie pokój,
to gazeta chętnie się przysłuży.
Wyczarujcie z niej czapeczkę,
a w mig pokój będzie cudny.

I na deszcz są kapelusze-
kolorowe no i duże.
Woda cieknie z nich jak z rynny.
I Picasso miał je słynny.

Beret- dawniej męskie to nakrycie.
Dzisiaj babcie- sami wiecie,
polubiły je szalenie,
noszą w piątki i niedziele.


Na karnawał także są nakrycia głowy.
Czapka z misiem, lub melonik,
a do niego weźcie smoking.
Albo jak piraci dzielni- włóżcie czapkę TAKĄ WIELKĄ!!!!
………


Więc kto żyw niech czapkę bierze
Do widzenia na spacerze.!!!!

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

ŻABKA








Nad pewną rzeczką kumkała sobie żabka. 
To nie była ropucha, ani nie kijanka. 
Po prostu normalna żabka.
I raz pewien bociek przyleciał. 
Nie za duży, nie za mały.
 To po prostu był bocianek, który przyleciał z ciepłych krajów.
Tak się kończy ta bajka.
 Mama żabkę spać do rzeczki zawołała.




Koniec.



Bajka Zuzi (w całości wymyślona przez 6-cio latkę)

sobota, 25 sierpnia 2012

MASAKRA


Wczoraj miałam taki dzień, że czego się nie dotknęłam to się psuło. Suszarkę diabli wzięli, jeszcze kilka mniej istotnych rzeczy też, a na koniec dnia, jakby wszystkiego było mało padł mi komp. Straciłam wszystkie nasze dotychczasowe bajki i wierszyki. Teraz szukam skąd je wykopać, że może gdzieś jeszcze zapisałam do kogoś wysłałam.

sobota, 18 sierpnia 2012

PTASIE RADIO

Mamy też ochotę poprzypominać stare a dobre. 
Przecież to nie może pójść w zapomnienie!!!!


MOJE SANDAŁY




Powiedziały mi w sekrecie.
Buty- te sandałki śliczne,
co po siostrze starszej mam.
Gdzie bywały, co zwiedzały,
co najbardziej pokochały.

Odtąd chodzę w nich codziennie,
by robiły, co lubiły.
Do przedszkola je zabieram.
Byłam nawet w nich w muzeum.
A wieczorem rozmawiamy.

Kocham buty te ogromnie,
Bo wygodne są i w ogóle.
Dbam codziennie o nie bardzo,
i układam je w porządku-
prawy- lewy w równym rządku.

I nie pytam rano mamy,
czy widziała me sandały?
A gdy z czasem z nich wyrosnę,
to dam buty mej kuzynce,
aby dalej świat zwiedzały.

środa, 15 sierpnia 2012

PTAK


- Raz przyleciał do mnie ptak.
- A JAK?
- No tak z góry, jak to ptak.

- Drugi raz usiadł ptak
- A jak?
Na kominie, jak to ptak.

- Trzeci raz śpiewał ptak.
- A jak?
- Gwizdał sobie jak to ptak.

- Czwartym razem, zrobił kupę.
- A jak?
Jak to ptak, na dach.


wtorek, 7 sierpnia 2012

BAŁAGAN

Tata, tata, woła Ania.
Patrz w pokoju mam bałagan.
Przybył do mnie z dziwnych stron.
-Nie rozumiem skąd się wziął.
Pomóż proszę mi w potrzebie.
Ręce bolą mnie szalenie.
Nie sprzątają mi zabawek.
Nogi mi się nie ruszają
i zmęczone ciało mam.
To pomożesz tato dziś?
Jutro zrobię znów bałagan i posprzątam,
ale dziś to ja muszę j u ż   i ś ć   s p a ć…
C z y              r o z u m i e s z           t a t o             m n i e ?
Zzzz…...

środa, 25 lipca 2012

PRZED WAKACJAMI

Dziś ostatni dzień przedszkola.
Słońce niech Wam latem służy,
deszczyk tęczę po horyzont zrobi duży.
Aby było kolorowo, aby było malinowo.

Jedźcie na wakacje zatem,
by nie mówić - „nudy latem”.
Zwiedzać góry, morza, lasy.
Przecież nie są z Was smutasy.

I przywieźcie wspomnień tysiąc.
Zdjęć, pamiątek, aby przysiąc,
że na szczyt wleźliście sami.
Z wami pies, brat i starsza pani.

Potem wszystko opowiecie.
Może nawet pokażecie,
zdjęcia, skarbów całe stosy.
Jakie były wasze losy.





Wakacje w prawdzie na półmetku, jednak wierszyk jak najbardziej wakacyjny.

Życzymy udanych wakacji!!!!!!!!!!!!!

środa, 18 lipca 2012

PEWNA HISTORIA

Powiem Wam dzisiaj historię pewną,
co się zdarzyła nad rzeką Kamienną.*
Żyła tam sobie dziewczynka mała,
która sukienek nosić nie chciała.

Wciąż marudziła, że niewygodnie,
że ona woli obcisłe spodnie.
Aż natrafiła raz na bal wielki,
gdzie wszystkie panny miały sukienki.

Wśród bibelotów, sukien, koronek
kremplin, taft złotych i pończoszek.
Poczuła się jak z innego kraju.
Uciekła szybko do swego gaju.

Spotkała tam starego niedźwiedzia,
co ją przytulił i tak powiedział:
- Nie martw się mała, wszak nie sukienki
robią z dziewczynek mądre panienki.

Zawsze noś sobie obcisłe spodnie,
bo tak jak mówisz jest Ci wygodnie.
A o to przecież w tym wszystkim chodzi-
BY NOSIĆ DUMNIE TO CO SIĘ NOSI!!!


*Kamienna – rzeka w centralnej Polsce należąca do środkowomałopolskiego regionu hydrologicznego, lewobrzeżny dopływ Wisły. Na prawie całym odcinku płynie przez województwo świętokrzyskie, jednak jej źródło oraz ujście rzeki znajdują się na południowych krańcach województwa mazowieckiego.


niedziela, 15 lipca 2012

IDZIE SOBIE MIŚ


Idzie sobie miś.
Dokąd dojdzie dziś?
Właśnie usiadł na chwileczkę,
gdy spotkał zieloną ławeczkę.
Ucięli sobie przemiłą gawędkę,
-Miś łowił ryby na wędkę.
Cóż-
Nie zaszedł daleko dziś.
Po prostu zasiedział się miś.